Pląsy i dąsy pani Hanny

Tak, Szanowna Czytelniczko, Dostojny Czytelniku. Istotnie notka jest poświęcona pani Hannie Gronkiewicz-Waltz. Ale nie popadajcie Państwo w depresję, w drugiej części będzie na poważnie.

Najpierw krótkie wprowadzenie: co by nie powiedzieć, dorobek pani Hanny jest imponujący. CV pani prezydent zawiera m.in. takie zapisy:

  • Prezydent miasta stołecznego
  • Wiceprezes w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju
  • Prezes NBP
  • Poseł
  • Wiceprzewodnicząca PO
  • Profesor prawa

Pomijam dorobek materialny pani profesor, bo dla mnie nie ma on żadnego znaczenia.

Otóż pani prezydent dała mi powód do zabrania głosu swoją niedawną wypowiedzią:

Nie czuję się winna afery reprywatyzacyjnej, dlatego że postępowałam zgodnie z prawem; nie mam zamiaru stawiać się przed komisją weryfikacyjną, bo jest niekonstytucyjna.

Źródełko:

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/549564,gronkiewicz-waltz-komisja-weryfikacyjna-reprywatyzacja.html

Dodała również, że ta Komisja jest bolszewicka. I że ona się nie boi ale bać się powinien Ziobro.

Natychmiast narzucają nam się takie określenia jak: buta, arogancja, pycha etc. Nic podobnego, pani prezydent ma podstawy, żeby całkiem spokojnie – w jej mniemaniu – uważać, że nikt i nic nie może jej zarzucić.

Nawiasem mówiąc, zauważyli Państwo, że ludzie zamiast powiedzieć zdecydowanie: „jestem niewinny / niewinna” mówią: „nie czuję się winna/winny”. Tak, jakby sami nie mieli pewności co do swojej kryształowej postawy.

Pani prezydent wydaje się być spokojna (albo ja tylko tak to odbieram) bo jest przekonana, że „na gruncie przepisów” nie będzie można postawić jej zarzutów i skazać. I poniekąd ma rację. Tym bardziej, że działania UM Warszawy były finalnie akceptowane przez sądy.

Czas na ogólną uwagę. Prowadzący działalność gospodarczą zwykle zaczyna od pomysłu a dopiero potem analizuje, jakie przepisy prawa mogą się „wtrącić” w jego działalność. W przypadku administracji jest odwrotnie: działania dostosowuje się do istniejących przepisów: jak każą coś robić – to się robi. Jak nie – to nie, bo po co. Jakaś logika w tym jest. Warto pamiętać, że przepisy można klasyfikować w różny sposób. Ze względu na sposób ustalania ram zachowania obywateli, podmiotów i instytucji przepisy możemy podzielić na 3 zasadnicze kategorie:

  • Przepisy nakazujące / co trzeba robić, jak się zachowywać/,
  • Przepisy zakazujące /czego nie wolno robić/
  • Przepisy zezwalające (uprawniające) /co można/

I takich granicach poruszała się pani prezydent Warszawy; włączając w to jej podwładnych:  bezpośrednich i pośrednich.

Trzeba zrozumieć, że pani prezydent realizowała tylko to, czego wymagały od niej przepisy. A jeżeli nie wymagały to cóż, to one są winne. Można kpić z takiego myślenia, tym bardziej, że przepisy nie są w stanie uregulować wszystkich aspektów funkcjonowania obywateli i instytucji, w tym organów administracji samorządowej. Na chłopski rozum potrzeba – oprócz przepisów – wiedzy, umiejętności a przede wszystkim myślenia o dobru wspólnym. Ale to na chłopski rozum, nie na profesorski.

Nikt nie jest omnipotentny, nawet profesor prawa. W takich sytuacjach wyjątkowego znaczenia nabiera umiejętność doboru współpracowników. I tu trzeba wrócić do CV pani prezydent. Nie wszyscy wiedzą lub pamiętają, że zanim pani HGW została prezydentem Warszawy była zatrudniona w EBOiR na stanowisku wiceprezesa ds. zasobów ludzkich i administracji.

Jeśli dobrze rozumiem określenie „zasobów ludzkich” (nota bene to określenie jest kretyńskie), pani Gronkiewicz odpowiadała (lub powinna odpowiadać) w EBOiR za jakość kadr: ich dobór oraz profesjonalizm. Czyli powinna się co nieco nauczyć z tej dziedziny. Ale chyba się jednak niewiele nauczyła patrząc po działaniu UM w odniesieniu do zagadnień związanych z reprywatyzacją. Pani prezydent sama zatrudniła (och! i ach!) swoich wiceprezydentów a potem sama ich wywaliła, obciążając za całokształt. Prastaja aszibka? Dalej: człowiek, którego osobiście upoważniła do podejmowania decyzji administracyjnych w sprawach dotyczących reprywatyzacji zdaje się siedzi w areszcie. Cóż za nieszczęśliwa pomyłka w doborze kadr!

Oj, nie ma pani prezydent szczęścia w zarządzaniu „zasobami ludzkimi”. Chyba, że w EBOiR realnie i jedynie odpowiadała za wystawianie kart urlopowych. Jeżeli tak, to przepraszam, że się czepiam.

I teraz zagadka dla Czytelników.

Jeżeli pani prezydent zostanie wezwana przed Komisję Weryfikacyjną i stawi się na to wezwanie, to:

a) przyjdzie sama,
b) przyjdzie z adwokatem, pardon, pełnomocnikiem.

Osobiście optuję za drugą wersją, mimo iż wszyscy wiedzą, że pani prezydent jest prawnikiem. Ale jak pisałem kiedyś w jednej z notek, ludzie nie czytają przepisów. Prawnicy (w końcu ludzie) też nie czytają, o czym świadczy cytowana powyżej wypowiedź pani prezydent na temat Komisji Weryfikacyjnej i jej osobistego, potencjalnego „udziału w pracach tejże Komisji”. Ktoś przecież musi powiedzieć i wytłumaczyć pani prezydent, co zapisano w ustawie oraz jakie ma prawa i obowiązki. Ze szczególnym uwzględnieniem obowiązków. Ponadto ktoś musi pani prezydent podpowiedzieć w stosownym momencie, żeby się „uchyliła”. Czyż nie?

Stanowczość pani prezydent wynika wprost z – popularnej wśród członków i sympatyków PO – hipotezy:

 „Komisja Weryfikacyjna jest niekonstytucyjna, bo jest bolszewicka. Komisja Weryfikacyjna jest bolszewicka, bo jest niekonstytucyjna.”

Cbdo.

Na marginesie. Nie wiem jak Państwo, ale ja, jakbym widział, że w firmie, w której pracuję, nagminnie łamie się prawo, to bym się zwolnił. A posłowie PO mimo nieustannego jęku, że w Sejmie łamane jest prawo, nie chcą jakoś zrezygnować. Dlaczego? Sądzę, że odpowiedź nie jest przesadnie skomplikowana.

Mało tego, mimo wszystko PO wystawia – nie licząc się z odczuciami i ze zdaniem swojej wiceprzewodniczącej – kandydata do tej Komisji. Ale to da się wytłumaczyć. Jestem pewien, że podstawowym i jedynym zadaniem owego, excusez-moi, członka (lub członkini) Komisji Weryfikacyjnej z ramienia i poręki PO będzie:

a) obrona pani prezydent i dorobku PO w UM Warszawa,
b) poszukiwanie brudów z czasów prezydentury L. Kaczyńskiego.

Walka ta zapowiada się niezwykle interesująco: sądzę, że pyskówki przekroczą granice tego, do czego już jesteśmy – dzięki politykom – przyzwyczajeni.

Niestety, nie bardzo wierzę, aby w ostateczności było możliwe doprowadzenie do postawienia pani prezydent przed sądem i skazania jej za ewentualne przestępstwa korupcyjne i/lub urzędnicze. Bo za głupotę, niekompetencję, niefrasobliwość, brak wyobraźni i lenistwo intelektualne skazać nie można. Takie mamy prawo.

A teraz zupełnie na poważnie.

Pamiętamy, że pani Jolanta Brzeska została zamordowana w marcu 2011 roku. Cała Polska wówczas wiedziała, że Jej śmierć ma związek z reprywatyzacją. Mimo to, analiza ryzyka i plan audytu (na rok 2012) sporządzony na jesieni 2011 roku przez Biuro Audytu Wewnętrznego UM Warszawa i zatwierdzony przez prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz nie zawiera wskazań co do konieczności oceny działań UM Warszawa w zakresie reprywatyzacji.

Proszę popatrzeć, to są zrzuty fragmentów rzeczonego dokumentu – Planu Audytu. Przypominam: zatwierdzonego przez panią prezydent Warszawy.

Źródło: http://bip.warszawa.pl/NR/rdonlyres/96D8DAE1-EF40-4717-9F1E-3D24E66F2B88/841492/Planaudytuna2012rok2.pdf

Biuro Audytu Wewnętrznego (AW) miało wówczas (i ma nadal) obowiązek (takie były i są przepisy) przeprowadzenie corocznej analizy ryzyka, na jakie narażona jest działalność prowadzona przez UM Warszawa. Wynikiem tej analizy było wskazanie obszarów funkcjonowania UM Warszawa, które ze względu na poziom ryzyka wymagały oceny przez AW w roku 2012.

Zaznaczyłem te obszary, które potencjalnie mogły być związane z działaniami UM Warszawa w odniesieniu do reprywatyzacji. Niestety, Biuro Audytu UM Warszawa nie upublicznia dokumentów, precyzyjnie wskazujących jakie zadania, działania (procesy) są umiejscowione w poszczególnych obszarach i podobszarach.

Przejrzałem ów Plan Audytu i nie znalazłem zapisu dotyczącego procesu reprywatyzacji.  Jedyne działanie – zbliżone do reprywatyzacji – jakie zaplanowano dotyczyło ustalania i wypłaty odszkodowań związanych z „dekretem Bieruta”:

Jak rozumiem, chodzi o odszkodowania (tzw. cash), nie o zwroty w naturze. Co wynika z tego zapisu? Otóż 6 audytorów miało na przeprowadzenie tego badania 120 tzw. osobodni, bez udziału zewnętrznych ekspertów. Tymczasem, w innym audycie:

aż 10 audytorów poświęciło (każdy z nich) 20 dni na ocenę funkcjonowania OSiR. To pokazuje ówczesną hierarchię wartości w UM Warszawa. Brawo!

Rodzą się w mojej głowie następujące pytania:

  1. Czy to Biuro AW UM Warszawa nie widziało w roku 2011 potrzeby przeprowadzenia badania procesu reprywatyzacji realizowanego w UM Warszawa? A jeżeli tak, to dlaczego?
  2. Czy może było tak, że Biuro AW widziało taką potrzebę, ale nie zostało to zaakceptowane przez panią Prezydent? Jeżeli tak, to dlaczego?
  3. Dlaczego pani Prezydent, jeżeli nawet Biuro AW nie widziało potrzeby audytu reprywatyzacji, nie zażądała włączenia do Planu Audytu stosownych działań dotyczących reprywatyzacji?
  4. Czy powodem braku audytu procesu reprywatyzacji był „tumiwisizm” i/lub niekompetencja: Biura AW, pani prezydent lub łącznie Biura i pani prezydent? A może ktoś z zewnątrz UM Warszawa zakazał takiego badania?

Bardzo chciałbym uzyskać odpowiedź na powyższe pytania!

Że można było takie badanie audytorskie przeprowadzić, świadczą choćby zapisy w Planie Audytu na rok 2017 (czyli już po potężnej zadymie i zapowiedzi utworzenia Komisji Weryfikacyjnej):

Nie można było wcześniej?

Odpowiadam: można było, ale nikt nie kazał.

Rozum też nie kazał!

 

Uwaga: notka będzie miała ciąg dalszy…

 

PS. Proszę się przyjrzeć uważnie tytułowemu zdjęciu!

Reklamy