Dwie krótkie opowieści o emigrantach

1

We wrześniu 1991 roku, wybrałem się na tygodniowy wypoczynek do Jastrzębiej Góry. Miejscowość już opustoszała, niewiele osób można było spotkać na plaży. Do spacerów czas idealny.

W pensjonacie, w którym się zatrzymałem, były bodajże ( w sumie) 4 osoby – goście. Następnego dnia po przyjeździe, wylądowałem przy śniadaniu na przeciw 2 starszych pań. Szybko okazało się, że są to Niemki.

Szybko też zadały mi pytanie, czy mówię po niemiecku. „Nein” potrafiłem powiedzieć z nadzieją, że dadzą mi spokój. Ale niezrażone zapytały – po angielsku – czy może w tym języku mogę się komunikować. Odpowiedziałem, że owszem. Nie chciałem bowiem wyjść na ostatniego ciemnogrodzianina. No i popełniłem błąd. Mój spokój się skończył.

Czekały na mnie przy śniadaniu i kolacji, szukały na plaży. Chciały gadać i gadać i gadać. Faktem jest, że wbrew mojej woli dowiedziałem się od nich paru ciekawych rzeczy.

Otóż obie – pochodzące z Berlina Zachodniego – panie (siostry zresztą) pojawiły się w Jastrzębiej Górze po raz pierwszy od czasów wojny. W 1944 i 45 roku, jako małe dzieci, ukrywały się tam (w Jastrzębiej…) przed bombardowaniem Berlina. Przyjechały zobaczyć, jak ta miejscowość wygląda po blisko 50 latach.

Bardzo im się podobało. Jedyne na co narzekały to drogi. Nil novi …

Ale nie to jest najciekawsze. Opowiadały mi, jak w owym czasie i wcześniej odbierano Polaków w Niemczech, w szczególności w Belinie.  Proszę pamiętać, że rozmawiałem z nimi już po połączeniu RFN i NRD.

Mówiły mi tak:

„Wie pan co, was Polaków było i jest w Berlinie zatrzęsienie. I – dawniej – w obozach uchodźczych i teraz. Handlujecie czym się da i gdzie się da. Łamiecie przepisy i denerwujecie mieszkańców. Ale jednego wam odmówić nie można: wy nie chcecie niczego za darmo. Wy po prostu chcecie pracować. Tak jak wcześniej chcieliście się wydostać z obozów przesiedleńczych żeby znaleźć pracę. Żeby pracować i normalnie żyć. Inaczej, niż nasi bracia Niemcy ze wschodu, którzy tylko narzekają i żądają.”

Przez grzeczność pewnie nie wspomniały o samochodach wędrujących do Polski. Ale też wszyscy wiemy, że często odbywało się to z inspiracji samych Niemców. Potrafią oszukiwać i kombinować. W biznesie też – ale to inna opowieść.

Tak się zastanawiam, co by powiedziały o tym, co się teraz dzieje w Niemczech. Choć – na ile je poznałem – mam pewne przypuszczenie, że bardzo im by się to nie podobało.

2

Mam znajomą. Powiedzą Państwo – i słusznie- że nie ma się czym ekscytować. Tak bywa w życiu. Dodam więc, że owa znajoma ma siostrę. Tak zwaną młodszą siostrę. Co też nie powinno budzić specjalnych emocji. Tyle, że to właśnie o owej siostrze jest ta opowieść.

Zaraz po maturze, bodajże w 1977 lub 1978 roku dziewczyna (owa siostra) wyjechała w nagrodę na wycieczkę do Francji. I tam się … urwała. Czytaj: nie wróciła do Polski. Została w Paryżu.

Nauczyła się języka, ciężko pracowała, wykształciła. Efekt jest taki, że dzisiaj pracuje w dużej instytucji finansowej. Ma obywatelstwo francuskie, wyrobioną pozycję zawodową, stabilne życie.

Kiedyś, podczas rozmowy moja znajoma – na podstawie relacji siostry – dużo mi opowiadała o tym, co się dzieje w Paryżu – również w odniesieniu do imigrantów arabskich. Wstrząsające historie…

W pewnym momencie nie wytrzymałem i powiedziałem:

Słuchaj, ci Francuzi to przecież idioci są.

Po chwili się zreflektowałem i powiedziałem: „ale nie mów tego siostrze, jest Francuzką, może się obrazić„. Bowiem znałem ową siostrę.

A ona mi na to: „spokojnie , siostra też tak uważa”.

Zapytają Państwo, co ona tam jeszcze w tym Paryżu robi, dlaczego nie wyjeżdża, skoro jest tak źle. Odpowiadam: do emerytury zostały jej bodajże 2 lata pracy. To ją tam trzyma.

I jeszcze jedno: mieszkanie nie Wrocławiu już kupiła …

Reklamy