Tusk wyprzedził Sikorskiego o dwie długości

Pozwólcie Szanowni Czytelnicy, że nim przejdę do rzeczy, przedstawię krótką zmyśloną historyjkę.

Wyobraź sobie Szanowny Czytelniku, że jesteś – jednym z trzydziestu – udziałowcem i pracownikiem pewnej spółki.  Spółka ma szefa wskazanego przez najsilniejszego udziałowca. Któregoś dnia, ów szef zorganizował spotkanie udziałowców (czyli z Twoim udziałem) i powiedział tak:

Drodzy, nie jest istotne kto i jak rządzi. Ważne jest to, że wszyscy ponosicie odpowiedzialność za pomyślność spółki!

I co byś powiedział Czytelniku na takie dictum? Poczułbyś się dowartościowany czy zlekceważony?

Cofnijmy się w czasie. W trakcie słynnego przemówienia ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego wygłoszonego w Berlinie 28 listopada 2011 roku padły m.in. takie oto słowa:

(…)
Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa. Nie możecie dominować, lecz macie przewodzić reformom.

Jeżeli włączycie nas w proces podejmowania decyzji, możecie liczyć na wsparcie ze strony Polski. (…)

Źródło: http://www.tvn24.pl/polska-a-przyszlosc-unii-europejskiej,192356,s.html

Oj, pojawiło się wówczas oburzenie, że Sikorski złożył w ten sposób hołd Niemcom oczekując ich dominacji w Europie. To wystarczyło, by przejść do porządku dziennego nad drugim akapitem: „jeżeli włączycie nas…”, jednoznacznie potwierdzający, że rząd Donalda Tuska nie ma nic do powiedzenia na arenie europejskiej.

Lata minęły, wszyscy o tym zapomnieli. Niemcy chyba też zapomnieli o tej przemowie Sikorskiego.

Tymczasem, całkiem niezauważenie przemknął przez TT niezauważony ćwierk Donalda Tuska z 16 czerwca 2017 roku:

Ponieważ kompletnie nie znam języka angielskiego (jestem moher więc niewykształcony) pozwolę sobie przetłumaczyć słowa Donalda Tuska.

Prezydent Steinmeier i ja zgodziliśmy się, że siła Europy nie może być oparta o przywództwo nielicznych, ale wyłącznie na odpowiedzialności wszystkich.

Gdyby czytać te słowa literalnie wyglądałoby, że Tusk po prostu zaprzeczył idei Sikorskiego domagającego się przywództwa Niemiec – próbując przekonać, że: „nie w przywództwie Niemiec leży nadzieja …”.

Niestety, tak się nie da tego zrozumieć. W mojej ocenie, Tusk poszedł dalej niż Sikorski. Ba, uważam, że po prostu „wlazł w szkodę” i nie da się tego zinterpretować inaczej.

Choćbym nie wiem jak się wytężał i ile wypił, słów Tuska nie mogę zrozumieć inaczej, niż jako próbę przerzucenia odpowiedzialności Niemiec za problemy społeczne (w tym terror islamski) wywołane decyzjami pani Merkel na inne kraje. Mam nieodparte wrażenie, że Tusk przekazuje społeczności europejskiej (w tym Polakom) takie oto pożądane zasady funkcjonowania UE:

  1. Nie jest ważne, kto i w jaki sposób nadaje kierunki, ustala zasady i definiuje obowiązki w Unii Europejskiej. Nie powinno się analizować, oceniać i krytykować tych mechanizmów. To nie powinno zaprzątać niczyjej uwagi.
  2. Kluczowa dla przetrwania UE jest solidarna odpowiedzialność WSZYSTKICH państw za podejmowane decyzje, bez względu na to, kto, jak, na jakiej podstawie i w czyim interesie je podejmuje.
  3. To, że większość państw (w tym Polska) nie ma wpływu ani na przedmiot, zakres i jakość tych decyzji ani na czas ich podejmowania jest nieistotne. Nie ma znaczenia z punktu widzenia wszystkich państw – członków UE.

Cóż, jeżeli tak to ma wyglądać, to ja bardzo dziękuję za całe to „dobrodziejstwo” i związany z tym „inwentarz”.

W RWPG przynajmniej nie udawali, że są instytucją demokratyczną. I to było – w jakimś sensie – uczciwe. Unia Europejska i jej agendy coraz bardziej przypominają mi Kołchoz z jego podstawową i jedyną techniką zarządzania: „ruki pa szwam”.

Powinniśmy mieć – jako Polska – plan awaryjny. Są granice narzucania nam swojej woli przez tych, co mają (i widzą) kasę zamiast zasad.

Reklamy