Nagroda „Złotego Cepa”

Ja, Stary Wrocek, będąc trzeźwym oraz zdrowym na umyśle i ciele, ustanawiam nagrodę „Złotego Cepa” jako wyraz mojego uznania dla osób, które nie potrafią utrzymać języka za zębami nawet znajdując się w stanie trzeźwości.

Pierwsze wydanie nagrody trafia w ręce pana Rzecznika, który postanowił dolać oliwy do ognia nie bacząc, że ogień już się niebezpiecznie rozprzestrzenił a chętnych (wśród zgromadzonych) do gaszenia jakby nie ma.

Pan Rzecznik raczył był publicznie poinformować opinię społeczną, że o składzie Rady Ministrów decyduje Prezes. Ale nie Prezes Rady Ministrów tylko Prezes. Ten PREZES.

Pan Rzecznik niestety nie powiedział, czy jego rzecznikowanie również wynika z nakazu czy też przyzwolenia Prezesa. Tego Prezesa. Wydawać by się mogło, że powinien – obejmując swój urząd – idąc tokiem swojego rozumowania wyrazić swoje najgłębsze podziękowanie (za pracę) dla Prezesa, który przeca nie ma nic innego do roboty jak tylko zajmować się podwładnymi ludzi, którym (de facto) powierzył zadanie kierowania sprawami Polski. W obu Pałacach!

Rodzi się naturalne pytanie, czy pan Rzecznik swoją wypowiedź wymyślił sam, czy też został do niej nakłoniony przez swojego Przełożonego. Jeżeli tak, będzie potrzebny drugi egzemplarz „Złotego Cepa” jako że żadna zasługa nie może pozostać bez nagrody. Mam jednak nadzieję, że wypowiedź pana Rzecznika była jego własnym pomysłem, wynikającym jedynie z niedojrzałości emocjonalnej i politycznej. Dlatego „Cep” wydaje się być najbardziej stosownym upominkiem na taką okoliczność.

Wypowiedź pana Rzecznika spotkała się z natychmiastową reakcją zawodników … z tej samej wydawałoby się drużyny. Marszałek nawet posunął się do zaproponowania ulżenia panu Rzecznikowi w trudach wypełniania misji.

I wydawałoby się, że te pieszczoty powinny się zakończyć. No bo ile, do cholery, może trwać gra wstępna?

Okazuje się jednak, że pan Rzecznik jest w dobrej formie i postanowił ponownie zabrać głos, nie wiadomo po co:

„Moim zwierzchnikiem jest prezydent Andrzej Duda, to on decyduje o obsadzie stanowisk w Kancelarii Prezydent”

Oczywiście nie powiedział nic nowego poza tym, że ponownie zapomniał o Prezesie. Tym Prezesie i jego woli.

28 sierpnia, a więc ze sporym wyprzedzeniem do najnowszego zamieszania, opublikowałem (w MTI) notkę („Co najmniej 40 lat„), w której postuluję wprowadzenie cezury wiekowej dla osób obejmujących kluczowe stanowiska w administracji publicznej. Pan Rzecznik niestety potwierdza moje tezy, choćby dlatego, że – jak wielu (nad)ambitnych – nie ukończył jeszcze 40 lat.

Mam nadzieję, że pan Rzecznik weźmie zimny prysznic (z własnej lub nie, woli) zanim podsycany przezeń ogień nie przypali mu nogawek. Wstrzemięźliwość tym bardziej potrzebna, że w przypadku pożaru nogawek pozostanie mu jedynie się obsikać. Albowiem nikt mu nie poda wody ani gaśnicy. Nikt! I zapach pozostanie, jak u wielu, którzy myśleli że są wielcy; patrz pan Kazimierz.

Również jeszcze przed tymi pieszczotami pana Rzecznika, 30 sierpnia, opublikowałem (w Muzeum Tortur Intelektualnych) notkę zatytułowaną „Borys. Polityk z popeliny„.  Boję się, że pan Rzecznik zechce mnie zmusić do przygotowania nowej wersji pod tytułem: „Krzysztof. Rzecznik z popeliny”. Cóż, jak będzie trzeba…

Reklamy