Nie zamierzam się „ogarniać”

Kilka dni temu pojawiła się – na Salon24.pl – notka, w której Autor – wiedziony zapewne zacnymi intencjami – wzywa wyborców PIS do opamiętania i zachowania spójności opartej na prawdzie. Nie wiem, czy Autor miał na myśli również mnie i moje notki, ale nie mogę pozostawić tematu bez odpowiedzi.

Tak się złożyło, że w międzyczasie pojawiły się nowe sprawy, które wiążą się – w moim przekonaniu – z tym, o czym napisał Autor owej notki. Nie dalej jak kilka dni temu odbyło się spotkanie PAD z PJK. Wszyscy mieli nadzieję, że „pieszczoty” między oboma Pałacami zostaną – ku chwale ojczyzny – zakończone. A już następnego dnia (i dzisiaj również) młode Koguciki (panowie Łapiński i Jaki) postanowili kontynuować jakże potrzebną nam wszystkim debatę na temat wyższości jajecznicy nad jajami na twardo. To ja mam się ogarnąć?

Ogarnąć to się powinny środowiska, które zostały wybrane (bezpośrednio lub pośrednio) z woli społeczeństwa aby podejmować i realizować działania zmierzające do naprawy Rzeczpospolitej; czytaj: sprzątnięcia po bardaku zafundowanym nam przez PO. Jeżeli nie potrafią lub nie mogą przezwyciężyć osobistych animozji i wzajemnych niechęci powinny uwolnić nas od swoich emocji. Proszę mi, na przykład, nie wmawiać, że tylko jedna osoba jest w stanie poprowadzić prace Komisji Sejmowej.

Kolejna sprawa, która nie pozwala mi się „ogarnąć” to sposób w jaki rząd postanowił przeprowadzić akcję propagandową związaną ze zmianami w sądownictwie. Niestety, widzę w tym, przede wszystkim, zakamuflowaną formę nacisku na Prezydenta.

Pominę środki finansowe, jakie zostały przeznaczone na działania Polskiej Fundacji Narodowej w obszarze zmian w sądownictwie. Kwota nie jest mała, ale wg. mnie nie ona jest dla mnie głównym grzechem.

Po pierwsze, czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego ta kampania nie została uruchomiona rok temu; a przynajmniej na miesiąc przed złożeniem projektów ustaw? Były jakieś przeszkody? Departament w KPRM podległy panu Szefernakerowi nie był w stanie tego zrobić – udźwignąć intelektualnie? Mam tu na myśli samą witrynę internetową sprawiedliwesady.pl, którą w obecnym kształcie można było zrobić w ciągu tygodnia i to za niewielkie pieniądze. Nie było rozkazu?

Po drugie, po co te bannery? I to z taką treścią? Czy autorzy pomysłu uważają, że najlepiej będzie, jeżeli kierowcy będą się – w trakcie jazdy – zastanawiali, który sędzia co ukradł? Czy to realnie coś zmienia w postrzeganiu sądownictwa przez Polaków? Czy informacja o sędziach-złodziejach podniesie moją świadomość prawną? No bez jaj…

Sama pani Premier mówiła wielokrotnie, że politycy PIS zjechali całą Polskę żeby słuchać ludzi. I że rząd robi to, czego oczekują obywatele.

Skoro tak, to znaczy że obywatele oczekiwali zmian w sądownictwie jeszcze przed wyborami. Ponadto badania pokazują, że ponad 80% obywateli chce zmian. No to się pytam: kogo i do czego mają przekonać te bannery i spoty?

Członków PO? Sędziów z SN? Bez żartów proszę ….

Moim zdaniem, są to wyrzucone pieniądze, i nie jest ważne, czy ustawowo publiczne czy też nie. Mogły być przeznaczone na coś innego.

Trzecia sprawa, skoro postanowiono wydać spore pieniądze na działania promocyjne zmian w sądownictwie, to dlaczego te spoty i billboardy traktują o tym, o czym wszyscy wiedzą a nie o tym, o czym wszyscy powinni wiedzieć? Dlaczego nie przeznaczono tych środków na podniesienie świadomości prawnej społeczeństwa? Dlaczego na tych plakatach nie ma informacji typu „co mały Kazio o sądach, sądownictwie i o prawie wiedzieć powinien”; jakie obywatel ma i powinien mieć prawa (i obowiązki) itp. Oczywiście, tego typu kampania – mam nadzieję – może być realizowana później, ale nie wydaje mi się, aby billboardy przy drogach były najlepszą drogą dotarcia do obywateli.

No i czwarta sprawa. Polska Fundacja Narodowa (odpowiedzialna za kampanię) została powołana do tego, do czego została powołana. A nie została powołana w celu dokonania zmian w sądownictwie. Skoro zaangażowała się z takim hukiem w te działania, to widzę niebezpieczeństwo, że już na zawsze pozostanie łączona z zapasami w kisielu, tj, z walką z sędziami-złodziejami.

A nie ma nic gorszego – dla profesjonalnej aktywności – niż włączanie się w „pieszczoty” nie mające nic wspólnego z zamierzeniami, dla których została podjęta.

Reasumując, nie zamierzam się ogarniać. Ogarniać powinny się się – i to nieustannie – środowiska polityczne (politycy) sprawujące władzę. Poparcie dla ugrupowania politycznego nie ma charakteru sakramentalnego. Ponadto, realne poparcie wyraża się w urnie wyborczej a nie w notkach. Te są m.in po to, aby rządzący mieli świadomość, że są wynajęci, i że nie jest to kontrakt bezterminowy. Jeżeli to zrozumieją, będzie im łatwiej się ogarnąć i działać na rzecz wspólnego dobra. Od pochwał, komplementów i innych tego rodzaju wyrazów sympatii mają swoje rodziny i przyjaciół.

Ja zaś mam prawo wymagać i pilnować, aby błędów było jak najmniej i aby wyciągano z nich realne wnioski i konsekwencje. Aby przed podejmowaniem jakiegoś projektu przemyślano sposób jego realizacji. Pośpiech nie jest najlepszym doradcą.

Tych, którzy zarzucą mi zdradę (lub inne tałatajstwa) informuję, że (niestety) byłem naocznym świadkiem tego, jak bezmyślnie potrafi działać machina polityczna. Trochę o tym pisałem …

Reklamy