Utracona szansa rządu

Wtorek, 28 listopada 2017 roku. W Sejmie posiedzenie Komisji rozpatrującej projekt ustawy o KRS. Jednym słowem ciąg dalszy zamieszania związanego z reformą sądownictwa. Niby inaczej niż w lipcu ale nadal magiel. Nikomu niepotrzebny poza PO, Nowoczesną i Czerskimi. Na szczęście, mimo bieżącej acz tradycyjnej zadymy sądzę, że obie strony (PAD i rząd) doszły jednak do takiego porozumienia, które pozwoli zakończyć w niedługim czasie ten wyjątkowo żenujący spektakl.

Ale …

Niestety dostrzegam (może niesłusznie) coś, co z perspektywy ostatniego półrocza nie pozwala mi pozostać obojętnym na przyczyny takiego a nie innego procedowania ustaw sądowych. Z ubolewaniem stwierdzam, że rząd i posłowie rządzącej większości sami (świadomie lub nie) dosypali do tego pieca i muszą teraz wyciągać gorące ziemniaki gołymi rękami. Ktoś może powiedzieć, że całe to zamieszanie trwa ledwie 5 miesięcy. Dla mnie to trwa nie 5 miesięcy a dwa lata. Dwa lata, bo reforma sądownictwa (jej przygotowanie, zaprojektowanie i zaplanowanie) powinna się zacząć już w momencie objęcia rządów przez Zjednoczoną Prawicę. I powinno być już po ptakach. Niestety, tak się nie stało.

W zeszłym tygodniu w jakimś programie tv pan minister Ziobro przyznał, że być może ponosi odpowiedzialność za to zamieszanie z racji niedostatecznej komunikacji. Otóż śmiem twierdzić, że nie „być może” a na pewno. Do takiej refleksji zmusza mnie wszystko to, co obserwowałem od momentu wyborów prezydenckich. Dlaczego to takie ważne? Z jednego powodu: już wówczas prawa strona zyskała cenny argument w walce o zmiany w sądach. Argument o wiele silniejszy merytorycznie niż sondażowe 80% obywateli domagających się zmian. Argument kompletnie niewykorzystany przez rządzących w stosunku do opozycji i środowiska prawniczego ze szczególnym uwzględnieniem członków KRS i sędziów SN.

Mam świadomość, że nie da się przygotować ustaw (i to takich, które nie zawierają błędów) w ciągu kilku miesięcy. Mogę zrozumieć, że lipiec 2017 to był ten najwcześniejszy czas, kiedy można było przedstawić projekty ustaw. Ale nie rozumiem dlaczego przez półtora roku nie robiono nic, by dobrze przygotować zmiany. A przede wszystkim grunt (klimat) do tych zmian.

Być może, jednym z powodów takiego a nie innego procedowania była sytuacja, w której PIS zgodziło się na oddanie wymiaru sprawiedliwości partii Zbigniewa Ziobro. Być może było tak, że warunkiem umowy koalicyjnej było całkowite przejęcie Ministerstwa Sprawiedliwości przez Zbigniewa Ziobro i jego ludzi. Czy któryś z jego zastępców pochodzi z nominacji PIS? Ci ludzie nie mają odpowiedniego doświadczenia, które by im pozwoliło przedkładać pragmatyzm nad emocje. Cały czas, jak widzę ministrów z tego resortu, czy to na konferencjach, czy w Komisji Weryfikacyjnej to widzę emocje. A to jest krótkowzroczne zachowanie.

Czy te zmiany w systemie sądownictwa można było przeprowadzić inaczej? Śmiem twierdzić, że tak. Śmiem twierdzić, że właśnie brak doświadczenia i zapalczywość w działaniu spowodowały takie a nie inne turbulencje.

To co teraz napiszę nie jest niczym nowym dla ludzi zajmujących się zawodowo zarządzaniem. Nie jest niczym nowym z punktu widzenia przygotowywania, projektowania i wdrażania zmian w dowolnych środowiskach i systemach. Niestety, typowe (czasami wredne) mechanizmy zarządzania zmianami zostały całkowicie pominięte (zlekceważone) przez odpowiedzialnych za reformę sądownictwa. Zatem, jak to powinno było wyglądać?

Generalnie, powinny być realizowane (równolegle) dwa „projekty”:

  1. Grillowanie
  2. Przygotowanie i projektowanie zmian

Najpierw zajmę się grillowaniem.
Nie jest to może działanie najbardziej eleganckie, ale – ze względu na błyskawiczne (tuż po wyborach) mianowanie się przez opozycję „totalną” i jazgot tych, co to chcieliby, żeby było jak było – bardzo pożądane. Dla tak zwanego ustalenia uwagi i określenia pola gry.

Wracam do kluczowego argumentu, który został przez ZP całkowicie porzucony i niewykorzystany. W trakcie wyborów prezydenckich a także po nich funkcjonowała tzw. Duda Pomoc – Biuro Interwencyjnej Pomocy Prawnej przy Prezydencie RP. W trakcie działalności tego Biura zgromadzono niezwykłą ilość danych o przypadkach nieprawidłowości w systemie sądowniczym. Czy zostało to wykorzystane? No nie. A co trzeba było zrobić? To proste, opracować i udostępnić w przystępnej formie posłom opozycji, panom Żurkom i paniom Gersdorf. Żeby się odnieśli i wytłumaczyli. Żeby pokazali dlaczego tak się działo, co oni robili i co powinno być zrobione, żeby się nie powtórzyło. Obywatelom też trzeba było to pokazać.

Wczoraj w jednym z programów TV pan Żurek, rzecznik KRS, pochwalił się, że KRS spotkała się niedawno („kilka tygodni temu”) z przedstawicielami stowarzyszeń poszkodowanych przez wymiar sprawiedliwości. Niestety, pani Ogórek nie wykazała się czujnością i nie zadała prostych pytań:

  • A dlaczego takich spotkań nie było wcześniej?
  • A dlaczego sędziowie nie zapraszali na swoje kongresy przedstawicieli owych stowarzyszeń?
  • Czy konstytucja im tego zabraniała? A jeżeli nie, to dlaczego? Na co czekali?

Tak to powinno wyglądać: niech się zwolennicy status quo tłumaczą i bronią. Wszyscy wiedzą, że się nie obronią. Dalej, wpadł mi w ręce dokument zatytułowany: OCENA POLSKIEGO SĄDOWNICTWA W ŚWIETLE BADAŃ a opracowany przez Fundację Court Watch Polska w maju tego roku. Dlaczego natychmiast nie wykorzystano tego dokumentu? A zamieszczono w nim między innymi takie oto wnioski:

  • tylko 35% sędziów przebadanych przez Europejską Sieć Rad Sądownictwa stwierdziło, że awans do sądów wyższej instancji odbywa się w Polsce wyłącznie na podstawie kryteriów merytorycznych.
  • 48% sędziów przebadanych przez Europejską Sieć Rad Sądownictwa przyznało, że kierownictwo sądu wywierało na nich presję orzekania w konkretnych sprawach w określonym czasie;

Co z tego, że 80% respondentów uważa, że czas na zmiany skoro sami szeregowi sędziowie najlepiej pokazują jak jest. Dlaczego KRS nie został zmuszony do publicznego odniesienia się do tych danych? Dlaczego pan Budka nie miał okazji publicznie bronić takiego stanu sądownictwa? Dlaczego ZP nie zmusiła opozycji do wytłumaczenia się? Dlaczego?

Takie grillowanie powinno trwać do momentu złożenia projektów ustaw w Sejmie. Jestem przekonany, że procedowanie wyglądałoby zupełnie inaczej – w pokorze i bez tanich pyskówek i obstrukcji.

Drugi projekt: przygotowanie i projektowanie zmian.

Faza pierwsza – ujawnienie aktualnego stanu.
Oprócz analiz wynikających z funkcjonowania Duda Pomocy można było przeprowadzić badanie ankietowe wśród sędziów najniższego szczebla. Jestem przekonany, że wyniki byłyby zaskakujące. Dla członków KRS, sędziów SN i wszystkich tych broniących aktualnego stanu. Pokazywanie sędziego kradnącego kiełbasę może być ciekawe ale tylko na chwilę. Fazę tę można było również wykorzystać edukacyjnie – aby ludzie stający w sądach (również jako świadkowie) poznali swoje prawa i nie musieli być traktowani jak przedmiot na salach sądowych. Była taka akcja edukacyjna czy tylko ja ją przeoczyłem?

Faza druga – pryncypia.
Należało – włączając w to KRS i SN i opozycjonistów – opracować (przypomnieć) zestaw pryncypiów, które powinny być fundamentem funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. I te oto pryncypia, zaakceptowane przez wszystkich (bo nie wyobrażam sobie, by ktoś to zanegował) powinny być bazą poszukiwania odpowiedzi na pytanie: co i jak musi funkcjonować, żeby owe pryncypia były realnie przestrzegane. Nie bałbym się pisemnego zwrócenia do KRS, SN i opozycji z pytaniami:

  1. „jakie warunki muszą być spełnione, żeby pryncypia były dochowane?”.
  2. „co trzeba zmienić, żeby więcej nie dochodziło do patologii jakie miały miejsce?”

Niech by się męczyli i wymądrzali.A ich propozycje pokazać wszem i wobec i bezwzględnie wskazać wady takich rozwiązań konserwujących aktualny stan. Chyba, że by zaproponowali coś konstruktywnego. Wówczas przyjąć i pochwalić. Nie bać się tego. Gdyby zaś uznali, że nic nie trzeba zmienić to … mamy ich. Sami by się przyznali, że nie potrafią niczego poprawić. Ba, mieli szansę wpływu ale zrezygnowali. Sami, z własnej woli.

Faza trzecia – model systemu sądownictwa. Pożądany model.
Skoro wiemy, co nie działa i jest złe. Skoro wiemy, jakie są tego przyczyny. Skoro wiemy, jaki powinien być system sądowniczy (na poziomie pryncypiów). Można przystąpić do opracowania modelu – założeń reformy: potrzeb i wymagań. Tu mogą być spory ale korzystając z narzędzi i technik heurystycznych można wskazać wpływ (pozytywny lub negatywny) proponowanych rozwiązań (koncepcji) na pryncypia wymiaru sprawiedliwości. Jesteśmy krok dalej: wiemy, jak będzie (powinien) wyglądać wymiar sprawiedliwości.

Tak na marginesie, czy któryś z polityków (albo członków KRS) byłby w stanie narysować na kartce A4 model (schemat, rysunek) przedstawiający pożądane funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości? Tak nie używając więcej niż 20 słów?

Faza czwarta – co trzeba zrobić.
Tutaj powinien się pojawić plan naprawy wymiaru sprawiedliwości: co trzeba zrobić (jakie ustawy i rozporządzenia), w jakiej kolejności i kiedy – żeby to wszystko miało sens. No i kto ma co zrobić i kto ma za co odpowiadać. Również po przyjęciu ustaw. Ponadto, kto kiedy i jak będzie oceniał skuteczność i efektywność wprowadzonych zmian: zasady monitorowania funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. I znów krok do przodu.

Faza piąta – ubranie wszystkiego w postać projektów ustaw.
Pryncypia byłyby już ustalone, potrzeby zidentyfikowane, wymagania określone. Pozostała czysta, legislacyjna robota. Cała burza miała by miejsce wcześniej: na wysłuchaniach publicznych, konferencjach, spotkaniach i w mediach. W Sejmie już tylko czysto merytoryczne dysputy.

Tu jeszcze jedna uwaga. Mówcie co chcecie Szanowni Państwo. Ja uważam, że Ministerstwo Sprawiedliwości zlekceważyło Prezydenta nie dając mu wystarczającego czasu i możliwości ustalenia wspólnego stanowiska przed złożeniem w lipcu projektów ustaw do Sejmu. Na jego miejscu też bym walnął pięścią w stół.

Efekt?

W tym całym procesie zmian sądownictwa stracono pół roku. Ale gorsze jest coś innego: stracono niepowtarzalną okazję przeprowadzenia powszechnej edukacji sądowo-prawniczej. Zamiast uświadamiania społeczeństwa w zakresie systemu sądowniczego zafundowano nam pyskówki. Co z tej całej debaty mógł przyswoić sobie przeciętny człowiek? Chyba tylko jedno, że posłowie to stado przekupek a budynek Sejmu to Dom Maglowy.

Czy rząd Zjednoczonej Prawicy zmieni sposób procedowania innych, czekających nas kluczowych zmian? Obawiam się, że nie. To samo widzę w przypadku reformy ordynacji wyborczej.

Reklamy