A jednak pan Gowin zostanie szefem PO!

Wszystko na to wskazuje ….


Pamiętają Państwo sierpień roku 2013 i (powszechne) wybory Przewodniczącego Platformy Obywatelskiej? Oczywiście, któż by zapomniał. No to przypomnijmy: uradzono wówczas, aby demokracji w PO stało się zadość i postanowiono wybrać Donalda Tuska na stanowisko Przewodniczącego PO w drodze wyborów powszechnych – wśród wszystkich członków tegoż ugrupowania. Kandydatów było 2, to znaczy 1 + 1: Donald Tusk (of course) oraz Jarosław Gowin. Trzeci typowany zawodnik, pan Schetyna Grzegorz uznał wówczas, że nie ma nic do zaproponowania kolegom i koleżankom z partii więc poszedł na piwo.

Wynik owych wyborów powszechnych do złudzenia przypomina tzw. Zasadę Pareto: 80 / 20. Po prawdzie, to akurat nie pan Vilfredo Pareto tę zasadę sformalizował a niejaki Joseph Juran publikując w 1951 roku pracę zawierającą zasadę „kluczowych nielicznych i błahych licznych” czyli: 80% błahych i 20% kluczowych. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do Wujka G.

Dlaczego wyniki owych wyborów przypominają Zasadę Pareto (Jurana)? Otóż pan Tusk Donald uzyskał około 80% poparcia (dokładnie 79,58%) , pozostałe circa 20% otrzymał pan Gowin Jarosław. Jeżeli ktoś powie, że Tusk pozyskał głosy licznych ale błahych zaś Gowin nielicznych acz kluczowych to spierał się nie będę. Niech i tak będzie. Dla jasności należy przypomnieć, że głosowała nieco ponad połowa (51%) członków PO – reszta była najwyraźniej zawiedziona kandydatami; być może i tym, że pan Schetyna nie stanął w szranki. Wyniki ówczesnych wyborów można posumować tak: Donald Tusk został wybrany głosami 40% członków PO czyli był de facto „szefem mniejszości”. Proszę zwrócić uwagę, że wówczas mało kto zwrócił uwagę na fakt, że 60% członków PO (czyli większość) nie poparła Tuska. A dzisiaj zarzucają PIS że nie ma powszechnego mandatu ….

Po ogłoszeniu wyników wyborów pan Jarosław Gowin powiedział:

Gratuluję Donaldowi Tuskowi i trzymam kciuki za to, żeby jego działania sprzyjały Platformie i Polsce

Nie minął nawet miesiąc jak pan Gowin uznał, że jednak nie warto trzymać kciuków za Tuska Donalda i złożył wymówienie.

Minęło parę lat i …

Pan Jarosław Gowin jest szefem ugrupowania o dźwięcznej nazwie Porozumienie. Być może wkrótce nie będzie błędem pisanie tej nazwy jako POrozumienie. Już nie pod skórą a na całej połaci widać ruchy tektoniczne (wymuszone i niewymuszone) powodujące uszczuplenie kluczowych zasobów ludzkich Platformy Obywatelskiej. Jak tak dalej pójdzie i w takim tempie jak dotychczas, to grono „licznych” znacznie się ograniczy. A skoro tak, to gdzieś ci aspirujący do bycia „kluczowymi” będą musieli się usadowić, czytaj: zająć dogodne pozycje. Być może (i najlepiej) jeszcze przed wyborami parlamentarnymi.

Prawda jest bowiem taka, że owi aspirujący nie bardzo mają wybór: do PSL nie pójdą bo tam ich nie wpuszczą. Po co walczącym o życie Peeselowcom konkurencja? Do .Nowoczesnej zbliżającej się w sondażach do poparcia odpowiadającemu wzrostowi polskiego PKB (4,5%) też nie ma sensu: to tak jakby z deszczu pod rynnę… A zresztą, do jakiej Nowoczesnej skoro za chwilę może być ich kilka: Nowoczesna, Nowoczesna+, NowoczesnaBis … itp.

Do PIS – choćby ciągnęło – się nie da. Taką odrazę trudno pokonać. Tym bardziej do Ziobro – aż w takiej desperacji nie są. Pozostaje …. Porozumienie pana Gowina. I to jest jedyny słuszny i racjonalny kierunek. Partia Gowina jest tworem młodym, powstałym pod koniec ubiegłego roku. Potrzebuje struktur, członków czyli szabel i … składek. Niewątpliwie jest tym ugrupowaniem, które jest „do przełknięcia” przez emigrantów i uchodźców politycznych z Platformy Obywatelskiej.

Pewna dziennikarka wiodącego tytułu prasowego przeprowadziła „sondaż metodą face-to face” w jakimś warzywniaku na Mokotowie i wyszło jej, że PIS ma drugą kadencję w kieszeni. Bolesna to konstatacja ale … jest nadzieja. Bowiem – wszystko na to wskazuje – w kolejnych wyborach PIS wraz z koalicjantami (Gowinem i Ziobro) wystartują pod dotychczasowym hasłem Zjednoczonej Prawicy. Przy czym o ile w PIS uchodźcy z PO nie mają co liczyć …. na cokolwiek, o tyle mogą zbliżyć się do profitów z ramienia Porozumienia – tam władza Kaczora nie sięga w sposób bezwzględny.

I w ten oto sposób może się spełnić „Sen o Platformie” pana Jarosława Gowina. Może się bowiem okazać, że pan Gowin będąc szefem partii o nazwie Porozumienie jest w istocie szefem (co prawda byłych ale jednak) polityków PO. Ledwie po paru (5?) latach od porażki z Tuskiem. A Kaczyński potrzebował aż 8 lat, żeby odnieść sukces!

Szanowni Państwo, casus pana Gowina pokazuje, że i w polityce trzeba mieć marzenia. Czasami się spełniają. Często niechcący …

Reklamy