PIS should be prepared

Popastwiłem się ostatnio nad Prawem i Sprawiedliwością. Oczywiście, można mi zarzucić, że moje wnioski i opinie to teoria a życie polityczne jest brutalne i nie znosi filozofowania. Takiego zarzutu mogę się spodziewać przede wszystkim ze strony „twardych” zwolenników PIS. Cóż, mają oni swoje racje. Ja jednak postanowiłem kontynuować temat, ale tym razem postaram się dodać szczyptę praktyki.

Jest rok 2011. Marzec. 11 dnia tego miesiąca Japonię nawiedziło trzęsienie ziemi. To nie jest coś szczególnego dla Japończyków – mieli dużo czasu w swojej historii, żeby się przyzwyczaić i spodziewać. Ale mimo to nie byli w stanie temu zapobiec, tym bardziej, że nikt z polityków nie wywołał tego trzęsienia. Popatrzmy, tak wyglądał kawałek drogi szybkiego ruchu o nazwie Joban Expressway pomiędzy miejscowościami Mito i Naka (Prefektura Ibaraki) tuż po trzęsieniu ziemi (11 marca):

Po naprawie ten sam odcinek drogi wyglądał tak:

Powiedzą Państwo, że to nic szczególnego. Droga zniszczona, trzeba ją naprawić.
No tak, niby nic, ale ….

I tu mam małą zagadkę dla Czytelników: jak Państwo sądzą, ile czasu zabrało Japończykom odbudowanie tego fragmentu drogi?

Nie będę trzymał Państwa w niepewności: 6 dni. Tak, proszę Państwa: 6 dni (słownie: sześć dni). Kalendarzowych oczywiście. To drugie zdjęcie zrobiono 17 marca 2011 roku w godzinach popołudniowych.

Powiedzą Państwo, że u nas, w Polsce takie coś byłoby niemożliwe. To prawda. Ale ważniejsza jest odpowiedź na pytanie: dlaczego Japończycy potrafili? Odpowiedź jest prosta i wszyscy ją znamy: dlatego, że byli przygotowani!

Nie byli w stanie zapobiec trzęsieniu ziemi. Nie mogli do końca przewidzieć daty, kiedy trzęsienie będzie miało miejsce. Ale mieli doświadczenia i wyobraźnię, żeby się czegoś takiego spodziewać. Po zdarzeniu nie musieli się już specjalnie zastanawiać kto, co i jak ma robić, żeby przywrócić drogę do użytku. Wszystko – co najważniejsze – było ustalone jeszcze przed trzęsieniem ziemi.

I teraz wracam do Prawa i Sprawiedliwości. Faktem jest, że ze względu na spore i wieloletnie zaniedbania rząd (parlament, PIS) musiał uruchomić wiele tzw. frontów działań. Ale nie musiał ich otwierać bez dobrego przygotowania. Czy coś by się stało, gdyby ustawa o zmianie ustawy o IPN weszła w życie w innym terminie, po okresie dobrego przygotowania politycznego?  W moim przekonaniu nic by się nie stało.

Czy coś by się złego stało, gdyby wprowadzenie ustaw „sądowych” było opóźnione i lepiej przygotowane? Przypominam, mieliśmy kilka miesięcy obsuwy, która nic nie dała, poza pretekstem do rozrób nie tylko na ulicach Warszawy ale również w UE. Po co to było? Zyskaliśmy coś? Efekt tylko taki, że nam teraz UE zabiera czas na głupie i bezużyteczne debaty a w Polsce nadal trwają bezsensowne pyskówki i to z udziałem sędziów.

Pomyślmy, żeby zrobić makaron trzeba najpierw rozwałkować ciasto. Dobrze rozwałkować – inaczej wyjdą kluchy.

Pomyślmy, jak się organizuje ustawkę (bo tak wypada) to trzeba mieć za plecami przynajmniej kij bejsbolowy. Inaczej to nie ma sensu.

Powiedzą Państwo, no dobrze, ale Japończycy mieli doświadczenia z lat poprzednich więc mogli się przygotować. OK, ale przecież czołowi politycy PIS to nie są ludzie z księżyca. Funkcjonują w polityce od lat. Widzieli już niejedno i powinni być przygotowani. Na (prawie) wszystko. Szczególnie, że nie mówimy o zdarzeniach losowych, niezależnych od polityków PIS. Mówimy o przebiegu i skutkach działań inicjowanych przez Zjednoczoną Prawicę. Skoro PIS ma wpływ na to co jest realizowane to powinien być również przygotowany na niepożądane skutki i reakcje otoczenia.

Od polityków, od partii która ma zamiar zmieniać Polskę na lepsze, oczekuję lepszego przygotowania projektów ustaw. Oczekuję, że PIS będzie miał przygotowane plany B, C, D a nawet E. Na wszelki wypadek. To kosztuje mniej (również głosów w wyborach), niż poszukiwanie myśli już po fakcie.

Tym bardziej, że … elections are coming

A na zakończenie taka mała anegdota.

Pewna – onegdaj znana – firma giełdowa postanowiła – w ramach tzw. rebranding-u – wyposażyć się w nowe hasło (slogan). I wymyślono takie coś: „competence on„. W rozmowie z moimi przełożonymi wyraziłem opinię, że hasło to jest … beznadziejne. Beznadziejne, bo slogan firmowy nie powinien dać się łatwo skompromitować ani ośmieszyć. A tak było w tym przypadku. Kazano mi się zamknąć i nie poruszać tego tematu, bo wielcy firmowi myśliciele i eksperci wiedzą co robią i się znają.  Zapytają Państwo, a jak można było to hasło skompromitować? Ano bardzo prosto, dodając dwie literki: „competence gone„.

Fakt jest faktem, niedługo po tym rebranding-u nastąpiła pierwsza restrukturyzacja, potem druga i w efekcie ów slogan się zmaterializował: competence (really) gone!

Nie tylko w biznesie ale i w polityce najgorsza jest jedna rzecz: śmieszność. A narazić się na nią jest bardzo łatwo, szczególnie gdy nie przewiduje się konsekwencji swoich (i cudzych) działań. I nie jest się na to przygotowanym.

 

Źródełko:

http://www.e-nexco.co.jp/english/business_activities/operation/disaster_recovery.html

 

Reklamy