Test (przed)emerytalny

Ani słowa o polityce!

Mieszkanie we Wrocławiu ma swoje dobre strony. Wystarczy sprawny samochód, dobry kierowca i już w stosunkowo krótkim czasie można zanurzyć się w zupełnie innym środowisku. W środowisku, którego – na przykład – mieszkańcy Warszawy tak łatwo nie zobaczą.

Stało się tak, że kolega z czasów studenckich zaproponował „męski” wypad poza miasto, poza powiat i poza województwo dolnośląskie. A to oznaczało również poza granicę Polski. I stało się to wczoraj – w sobotę.

Około 13-tej wylądowaliśmy w miasteczku o nazwie Jeseník. Zaczęliśmy tradycyjnie, od obiadu. Kolega poszedł w wołowinę ja zaś zainwestowałem w kaczkę z modrą kapuchą i kluseczkami znanymi u nas jako „kopytka”. Do tego piwo, oczywiście. Jak to w Czechach …

Ponieważ pogoda sprzyjała nie zwlekając postanowiliśmy wdrapać się na jeden z pobliskich pagórków, gdzie zlokalizowane jest uzdrowisko. I to był błąd. Zamiast zdrzemnąć się po sytym posiłku ruszyliśmy nasze litery by niezwłocznie wykazać się kondycją fizyczną i determinacją.

Ale zanim opiszę nasz sukces słowo o miasteczku a w szczególności o … handlu.  W soboty sklepy czynne od 7 (9) do 11-tej! Zabrakło ci masła? Do sąsiadów, może pożyczą… Masz ochotę na golonkę? Do knajpy … Zepsuł ci się telewizor? O jaka szkoda… za dwa dni będzie poniedziałek …

Ja nie wiem, jak by to przeżył pan poseł Zembaczyński … A okazuje się, że Czesi dają radę 🙂

Około 50 minut zajęło nam wdrapanie się na szczyt. Powiedzą Państwo, że czas nie powala na kolana. A jak ma być, jeżeli ów pagórek ma 1100 metrów npm i prowadzącą na szczyt ścieżkę o nachyleniu około 60 stopni. Do tego żołądek wypełniony kaczką zanurzoną w piwie … Nie było łatwo …

Na szczęście zarządcy uzdrowiska przewidzieli sytuację i przy końcu ścieżki (szlaku) ustawili kilka ławek, tak by amatorzy wspinaczki mogli zaaplikować sobie krótką reanimację konsumując takie oto widoki:

Kiedy doszliśmy do siebie, po około 400 m naszym oczom ukazało się centrum uzdrowiska w postaci okazałego hotelu sanatoryjnego:

Miło zobaczyć polską flagę …

W oczekiwaniu na otwarcie Wiener Kaffeehaus postanowiliśmy przeprowadzić test naszej wydolności. Otóż na szczycie zlokalizowana jest jednokilometrowa trasa w kształcie pętli, która pozwala sprawdzić, jak spisuje się serduszko.

Sprawdzian jest bardzo prosty – należy przejść tę trasę. Nie wolno biec, to musi być chód. I w zależności od uzyskanego czasu można co nieco dowiedzieć się o własnej kondycji:

Podjęliśmy to wyzwanie. Zaczęliśmy z pewną nieśmiałością i ostrożnością – nie znaliśmy trasy a należało się spodziewać, że nie będzie płaska. Szło nam się dobrze a mi aż tak dobrze, że nie zauważyłem końca – mety. Gdyby nie kolega pewnie bym się zapętlił. Czas? Zajęło nam to 8 minut i 9 sekund. Gdybyśmy nie zaczęli  tak ostrożnie – spokojnie zeszlibyśmy poniżej 8 minut – co oznacza excellent time: „your body works perfectly„. W moim przypadku oznaczało to, że również kaczka w piwie sprawiła się znakomicie! Tak, to był dobry test (przed)emerytalny: organizm dał mi do zrozumienia, że jeszcze nie czas na emeryturę i kapcie w fotelu. Sprawdziłem w dowodzie i fakt, jeszcze 5 lat jak Pan Bóg pozwoli …

Z tej radości pozwoliliśmy sobie odwiedzić uzdrowiskową kawiarnię (Wiener …) i wrzucić na ruszt nieco cholesterolu. A ja dodatkowo zażyczyłem sobie kawy po irlandzku. To taka kawa, do której dodają „łyski”. Irlandzką of course …

W efekcie schodziło mi się do miasteczka łatwiej, co nie znaczy, że bezpieczniej. Stromizna …

W drodze zaliczyliśmy jeszcze jedną ciekawą miejscowość:

Pełno turystów – również ze Szwecji. Miasteczko ciekawe, z pijalnią wód: kolega zachwycony ich smakiem. A mnie zachwyciły budynki, na przykład taki:

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze raz, w jakimś miasteczku, którego nazwy już nie pomnę:

a) kolega (jako kierowca) na kofolę (czeski napój gazowany),

b) ja na … piwo.

A potem powrót do Wrocławia. A w drodze można zobaczyć jakich czasów dożyliśmy:

To pole, które widzą Państwo po prawej stronie zdjęcia (drogi) to … Polska. Sama droga zaś jest w Czechach. Żadnych zasieków (pozostały tylko nieliczne słupki) i stref ochronnych. Tzn. pewnie Czesi w miejscu pasa ochronnego zbudowali drogę. Tylko co kilkaset metrów tabliczka – Pozor!  – informująca o granicy państwa. A samo przejście graniczne wygląda tak:

Ten niski słupek z czerwoną główką oznacza granicę Polski. Takie czasy …

No i po sobocie …

Drogi Edwardzie, Kolego i Przyjacielu: dziękuję za tę wyprawę. Długo Ci jej nie zapomnę :))

 

PS. Przed samym wyjazdem ważyłem 82,8 kg. Po powrocie … 84,2. Kaczka była spora …

Reklamy

Jedna myśl na temat “Test (przed)emerytalny

Możliwość komentowania jest wyłączona.