Pyrrusowe zwycięstwo PIS

Piszę kiedy znane są tylko wyniki sondażowe w odniesieniu do sejmików, rad oraz prezydentów dużych miast. Zapewne część się potwierdzi (patrz: Warszawa) a część jeszcze może ulec zmianie.

Oczywiście, lepiej oceniać na zimno i z pewnym dystansem ale trudno czekać. Dlatego już teraz pozwalam sobie wyrazić swoją opinię na temat tego, co się wydarzyło 21 października w polityce polskiej. Nie jest to fachowa analiza – nie jestem politologiem. Chcę jedynie podzielić się z Czytelnikami moimi przemyśleniami – już nie na gorąco a jeszcze nie na zimno. Na letnio …

Postanowiłem opowiedzieć Państwu o moich przemyśleniach w kilku punktach, odnosząc się do najciekawszych – dla mnie – zjawisk wyborczych.

Sejmiki wojewódzkie

Sondaże wskazują, że PIS zwyciężyło w 9 województwach. Przy czym wyraz „zwyciężyło” jest dość umowny – nie znamy jeszcze liczby mandatów, które przypadły poszczególnym drużynom. Tak więc może okazać się, że „zwycięstwo” nie zapewnia zarządzania województwem samorządowym. Na TT obstawiłem, że spodziewam się iż PIS będzie rządzić w 4 sejmikach. Byłbym zaskoczony, gdyby ta liczba była większa.

Czy to byłby sukces? Dla wielu tak gdyż obecnie PIS rządzi jedynie w 1 województwie. Ale dla mnie byłby sukces dopiero wówczas, gdyby PIS samodzielnie objęło stery w co najmniej 10 województwach.

Mam wrażenie, że wyborcy powiedzieli PIS coś takiego:

Bądźcie w sejmikach, pilnujcie rządzących w regionie i wyłapujcie afery. Ale nie zabierzecie nam stanowisk i pracy. Nawet jakichś elementarnych układzików.

Być może wyborcy stwierdzili, że nie warto (nie można) całej władzy oddawać w jedne ręce – dla bezpieczeństwa. Jest jeszcze jedna rzecz, dane wskazują, że chociaż PO straciła znacząco głosy to jednak przepłynęły one głównie do PSL. PIS odebrał PO zaledwie kilka procent. To powoduje, że koalicje PO-PSL zostaną utrzymane. Tym bardziej, że PIS waliło w PSL jak w bęben nie dając w w ten sposób politykom PSL argumentów, aby zmienić te chore układy w województwach.

Gdańsk

Bardzo mnie cieszy wynik pana Kacpra Płażyńskiego. Sądzę, że przesądziły o tym następujące czynniki:

  1. Osobowość pana Kacpra. Proszę porównać jego zachowanie, postawę i wypowiedzi z panem Jakim. Ja widzę zdecydowaną różnicę na korzyść pana Płażyńskiego – niebo a ziemia.
  2. Pamięć o ojcu kandydata. Sądzę, że to dodatkowy powód do zadowolenia dla pana Kacpra
  3. Lech Wałęsa. Zachowywał się ostatnio tak beznadziejnie, że stał się jedynie reliktem wykorzystywanym przez GW i Koalicję Obywatelską w charakterze cepa na PIS. Swoim irracjonalnym zachowaniem zaszkodził przy okazji swojemu synowi – ludzie już nie chcą Wałęsy. Gdyby PO wystawiła innego kandydata to kto wie …
  4. Last but not least: pan Kacper nie jest członkiem PIS. Mówi nam to coś?

Proszę też zwrócić uwagę, że pan Płażyński nie był „obdarowany” taką propagandą medialną jak pan Patryk Jaki. Kto wie, może to też zaświadczyło na jego korzyść.

Poznań

Pan kandydat popierany przez PIS mimo iż nie jest członkiem Zjednoczonej Prawicy nie miał szans na zwycięstwo. Na TT pojawiają się krytyczne komentarze o jakości i zakresie kampanii wyborczej prowadzonej w tym mieście ale sądzę, że nie tu leży problem. Pan Zysk to sympatyczny facet, można z nim wypić kawę i pogadać o literaturze (i biznesie z tym związanym) ale zarządzanie miastem to inna bajka.  Kandydat nie może być aż tak skromny i cichy, wręcz wycofany. Osobowość też ma znaczenie – czasami decydujące. Pan Zysk to świetny materiał na doradcę ale nie na zarządcę skomplikowanego organizmu jakim jest miasto.

Wrocław

Jeszcze nie wszystko wiadomo, losy prezydentury się ważą. Ale jedno jest już przesądzone: w radzie miejskiej większość zdecydowaną zyskają PO i komitet Dutkiewicza. PIS będzie w opozycji, bez jakichkolwiek szans na wpływanie na zarząd miasta. Pani Stachowiak we wczorajszej wieczornej wypowiedzi stwierdziła, że „do trzech razy sztuka”. Otóż nie. Jedna porażka o niczym nie przesądza ale druga daje już do zrozumienia, że nie ten kandydat, nie te metody. Znam osoby, które nie głosowały na PO i Komitet Dutkiewicza i tym bardziej na „lewiznę” ale też nie dały swojego głosu pani Stachowiak. Powód? „Nie cierpię tej kobiety …„. We Wrocławiu potrzebne jest polityczne trzęsienie w szeregach PIS. Nie można ciągle tak samo działać.

Kraków

Ciekawa sytuacja, mała różnica. I znów – jak w Gdańsku – kandydatka popierana przez PIS ma spore szanse. Dlaczego? I znowu widzę kilka przyczyn:

  1. Nie jest członkiem PIS. Ba, jak stwierdził Prezes jest mało sterowalna. To okazuje się być atutem.
  2. Kampania prowadzona skromnymi środkami, bez wrzawy charakterystycznej dla Warszawy.
  3. Wykształcenie (zawód), obycie i zachowanie przemawiają na korzyść pani Wassermann.

I znowu jak w przypadku pana Płażyńskiego, kto wie, może brak rozdętej i nachalnej propagandy pozwolił jej uzyskać wynik dający nadzieję na zwycięstwo w drugiej turze. Trzymam kciuki za panią Małgorzatę.

Warszawa

Ciśnie mi się tylko jedno słowo: KLĘSKA! Przy takim wsparciu medialnym ze strony TVP INFO to jest klęska. Nie powinienem się pastwić nad panem Patrykiem Jakim ale nie daje mi szansy.

Ta wypowiedź pokazuje, że pan Jaki nie zrozumiał tego co się stało. Przynajmniej na razie. Czy uda mu się zrozumieć w przyszłości? Nie wiem, nie mam pojęcia.

Pan Jaki tą wypowiedzią zachował się jak jakiś piłkarz z III ligi, który stwierdził, że jest lepszym piłkarzem bo w meczu (owej III ligi) strzelił więcej goli niż Lewandowski w meczu Bundesligi. Znaj proporcjum, mocium panie …

W Warszawie głosowało circa 50% wyborców: reszta stwierdziła, że ma to w nosie gdyż ponieważ politycy nic im nie mogą zrobić i/lub nic dla nich zrobić nie mogą. Mobilizacja była ale nie dość duża – to pokazuje, że pan Jaki nie dał rady zmobilizować tych, którzy nie głosują. Nie wiem, może te podwórkowe spotkania były jedynie rodzajem atrakcji dla mieszkańców: o, jakiś polityk przyszedł, zobaczmy na żywo jak wygląda. Bez konsekwencji.

Pojawiają się żale, że w poprzednich wyborach pan Sasin uzyskał gorszy wynik a wszedł do II tury. Z pozoru to nielogiczne ale tak działają właśnie emocje. Pan Sasin był na tyle obojętny i nie wzbudzał aż tak dużych obaw, że może wygrać – potraktowano go trochę jak outsidera: niech sobie trochę pohasa. W II turze wątpliwości nie było.

W przypadku pana Jakiego rzeczywistość okazała się brutalna: ciężka praca, wręcz harówka, nie przyniosła oczekiwanego zwrotu z inwestycji. Dlaczego? Z jednego prostego powodu. Powodu, który dla wielu jest niezrozumiały:

Mieszkańcy Warszawy (zarówno ci głosujący jak i ci niegłosujący) uznali in corpore, że nie chcą pana Jakiego na stanowisku prezydenta miasta stołecznego.

I tyle.

W mediach pojawiają się komentarze wskazujące na błędy pana Jakiego i jego sztabu. Też mnie korci, żeby wskazać, co było niewłaściwe i nieprofesjonalne ale jeszcze się z tym wstrzymam. Zobaczę, jak pan Jaki będzie się zachowywał w najbliższym czasie, kto wie, może doczekamy się jakiejś egzegezy ze strony PIS (ZP). Nie chcę wychodzić przed szereg.

Jedno nie ulega wątpliwości: pan Patryk Jaki znalazł się w sytuacji Zabłockiego (to ten od mydła!): wypisał się kiedyś z PIS, teraz wypisał się z Solidarnej Polski. Wrócić na łono partii? Trochę byłoby to komiczne i niekonsekwentne mimo porażki. A wybory do europarlamentu tuż, tuż. Sądzę, że pan Jaki nie ma co szukać w polityce samorządowej. Przecież nie wróci do Opola. Jedynym ratunkiem dla niego jest „zesłanie” do Brukseli i zapewne będzie o to zabiegał. Zapewne z lepszym skutkiem.

Ostania rzecz – muszę, bo inaczej się uduszę. Wielu zwolenników PIS (ZP) twierdzi, ze pan Patryk Jaki ma – jako polityk – charyzmę. Muszę zadać pytanie w pełni retoryczne: jeżeli tak, to co ma prezes Kaczyński?

Bo ja jednak widzę różnicę. Ba, widzę przepaść.

Pan Jaki ma jedną zaletę: jest młody i chce mu się. Ale to zbyt mało. Jeżeli dojrzeje, wyciągnie wnioski i sporo się nauczy to ma szansę na pozostanie w dużej polityce. Ale jeżeli nie wyciągnie wniosków i nie nabędzie umiejętności, pokory i ogłady to przeminie, podobnie jak pan Marcinkiewicz.

Reklamy